Zastanawiam się czy w ogóle ktoś tu zagląda, poczyta, porozmyśla? Czy piszę sama dla siebie jak wirtualny pamiętnik, pamiątkę na lata?. A może nie ma to sensu, bo przecież jest tyle interesujących blogów, o zupkach, kupkach, ciuszkach, kosmetykach, o tym dlaczego powiększyłam usta, a nie cycki, o tym jak być lepszą matką, żoną, kochanką, bo przecież w dobie internetu wszystkie musimy być „naj”. Dlaczego nie prowadzę blogowego poradnika? Pewnie byłby ciekawszy, a tak to egzystencjalna pisanina o życiu i codzienności.  Nie ma tu super zdjęć modowych, ani nowinek kosmetycznych, ani relacji z wakacji za granicą. Może ja po prostu tak nie potrafię, albo nie stać mnie na takie życie, albo na szczerość, na prawdę o sobie mnie nie stać. Odwagi brak? Zapału? Czasu? Pieniędzy? Siły przebicia?
 A może najzwyczajniej jestem początkującą blogerką i nie nie wiem jak pozyskać szersze grono czytaczy. Tak, tej wersji będę się trzymała. Dość marudzenia. Do klawiatury….przystąp!

Naszła mnie dziś taka refleksja pod tytułem… ” A co by było gdyby…..?”  A no właśnie… Co by było gdybym nie wyszła za mąż?  A co za tym idzie nie założyłabym rodziny? Czy byłabym radosną singielką pełną pasji, radości z odkrywania nowych horyzontów? Jak wolny ptak, mogłabym być w kilku miejscach naraz, tzn moja swoboda przemieszczania się z miejsca a do miejsca b nie byłaby niczym ograniczona np. godzinnym ubieraniem dziecka, które wybitnie próbuje mi to udaremnić, i późniejszym zapinaniem prężącego się, wijącego się, krzyczącego ów osobnika w pasy fotelika samochodowego. Czy byłabym szczęśliwą kobietą w sile wieku, która beztrosko spaceruje z koszykiem w spożywczym bez presji czasu i listem gończym na czole: WANTED! Chłopiec lat 2, ostatni raz widziany między półką ze słodyczami…. Czy byłabym….szczęśliwsza, gdyby nie fakt, że muszę od nowa przerabiać materiał z 7 klasy podstawówki? Poznawać właściwości metali, tablicę Mendelejewa, liczyć kąty przyległe, uczyć się cyrylicy i alfabetu po rosyjsku, wszystko po to by pomóc swoim dzieciom w tych ciężkich obowiązkach, które czekają je po 8 godzinach w szkole….

Czy byłabym szczęśliwsza, gdybym wracała do pustego mieszkania, w którym nikt na mnie nie czeka? Nic ode mnie nie chce, o nic nie rości? Wiem, że mogłabym wtedy beztrosko zakopać się w książkach, które zalegają na półkach i czekają na „emeryturę”, która dla kobiety to utopia, fatamorgana, mżonka o wyczekanym odpoczynku na starość, ironia, chichot losu.

Może oddałabym się w pełni pasjom, które drzemią we mnie, fotografia, malarstwo, pisanie, granie, śpiew i Bóg jeden wie jakie karty jeszcze mogę odkryć, jaki as ukrył się w rękawie. Wszystko to przeleci mi koło nosa, wiem, zdaję sobie sprawę z premedytacją nie ukrywaną.  Mój czas minął, teraz jest dom, rodzina, obowiązki i tylko czasem, jak tonący chwytam się jakiejś twórczej pracy, żeby nie wciągnął mnie wir codzienności.

Czy żałuję….? Nie żałuję. Nie raz jest ciężko i mam ochotę rzucić wszystko w przysłowiową cholerę i wtedy szybko wracam do rzeczywistości i myślę sobie… A gdyby mi teraz to wszystko odebrać, męża, dzieci, dom….? To tak jakby obedrzeć ze skóry, z całego jestestwa tu i teraz. I cieszę się, że nie urodziłam się 80 lat temu, nikt nie zabrał mi dzieci i nie rozstrzelał męża ( chociaż czasami mam ochotę to zrobić), że nie muszę martwić się o dach nad głową, przed nikim uciekać, że moje dzieci mogą pierwszego września rozpoczynać naukę.

Ciesz się małymi rzeczami. Zacznij doceniać życie i wykorzystaj je najlepiej jak potrafisz.

I zapamiętaj:

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia!

7 listopada 2017 9 komentarzy
12 Facebook Twitter Google + Pinterest
O mnie
Image is not available

Nazywam się Monika Kwaterska. Mieszkam w małej miejscowości Sejny (woj. podlaskie).

Image is not available
Arrow
Arrow
Slider
Blog
Przegląd
kosmetyczny
Blog
Rozterki blogerki
Blog
Kosmici
Arrow
Arrow
Slider