Zielona Mila

written by Thorbiorga 10 marca 2017

Zanim dzień się skończy słów kilka. Najpierw życzenia dla wszystkich panów, młodszych i starszych. Z racji dzisiejszego święta puszczam w niepamięć „namalowany” przeze mnie obrazek mężczyzny. Raczej obraz „rozpaczy”, jaką on sobą reprezentuje, treści pretensjonalnej – pełnej znaków zapytania, dlaczego? Dlaczego Panowie tacy jesteście? Mh….ja się pytam! Nie tylko ja, za mną stoi tysiące kobiet z tym samym pytaniem na ustach. O co pytamy? Już wy dobrze wiecie. A więc – odpuszczam dziś i życzę mężczyznom tak po prostu – WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!  Jak w dobrej bajce – o północy czar pryśnie;)

Wczoraj po raz kolejny miałam okazję oglądać Zieloną Milę.

Bardzo osobiście dotknął mnie ten film. Zupełnie inaczej odebrałam go niż kilka lat temu. Boże, żeby 4 lata temu zjawił się John Coffey i uzdrowił naszą córeczkę, tak jak pozbawił Melindę Mores nieuleczalnego guza mózgu. Ta choroba po śmierci Kai, prześladuje mnie nieustannie w filmach.  Za jej życia oglądałam serial „Skazany na śmierć”. Nie dane mi było obejrzeć ostatniej serii. Choroba dziecka, a potem tragiczny koniec. Upłynęło dużo czasu zanim dokończyłam wszystkie odcinki. Nie spodziewałam się, że główny bohater mojego ulubionego serialu też ma guza mózgu! Prześladuje mnie to po dziś dzień, we wspomnieniach każdego dnia i w mediach, zwłaszcza w filmach. I wczoraj Zielona Mila. Dla skazańców – korytarz więzienia, dla nas – korytarz 9 piętra Onkologii CZD w Warszawie – też „skazanych na śmierć” . Wyrok zapadł – nieodwracalny, nieodwołalny – no bo któż wysłucha – sam Bóg rozkłada ręce.

Spłakałam się  na koniec. Kiedyś się trzymałam na filmach, teraz łzy kapią nawet jak oglądam „Nasz nowy dom”. Dobrze, że chociaż na Gesslerowej nie beczę. Nie ma co się dziwić, nie ma. Tyle zła na świecie, tyle cierpienia, nie ma co się dziwić…

Każdy idzie swoją własną Zieloną Milą.

 

You may also like

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Eve Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Eve
Gość
Eve

Mając pewien bagaż doświadczeń przychodzi ten moment gdy nawet jeden dźwięk, słowo wypowiedziane w specyficzny sposób, czyjeś cierpienie, czy radość odbieramy w taki sposób, że łzy mimo że nie chcemy same lecą po policzkach, a ciało bezwiednie się napina, jakby w obronie przed rozpadem na drobne kawałeczki.

Blog
Przegląd
kosmetyczny
Blog
Rozterki blogerki
Blog
Kosmici
previous arrow
next arrow
Slider