Był taki czas w moim młodym, dość burzliwym życiu, gdy miałam „naście” lat, że lubiłam iść pod prąd. Była kiedyś taka Punkowa piosenka zespołu KSU: „….idź pod prąd, idź pod prąd….” I ja tak szłam, na ile miałam odwagi – szara, cicha myszka, wbrew wszystkim i wszystkiemu, chociaż w duszy zawsze byłam mocno podporządkowana moralnym prawidłom i zasadom dobrego „prowadzenia się”. Nigdy nie przekraczałam granic dobrego zachowania. Ale wiadomo młodość ma swoje prawa:) Dziś stukam się w czoło sama do siebie,gdy przypomnę  jak chodziłam w pasiakach biało – niebieskich i we „flejersie”  przez moją mieścinę, albo jak na studniówkę kolegi nie założyłam halki pod koronkową sukienkę nieświadoma tego, że flesze kamery podświetlały bieliznę w całej krasie. Był taki czas, że lubiłam przekłuwać sobie tu i ówdzie. Na uszach miałam z osiem kolczyków, później poszłam o krok dalej i przekłułam sobie w salonie pępek. Gdy z tatuażem nie wypaliło, z czego się bardzo cieszę i dziękuję Bogu, że pocałowałam wtedy klamkę od salonu, na pamiątkę rzuconych studiów – zrobiłam w tymże samym salonie w Rzemieślniku w Białymstoku – kolczyk w brwi. Nie bolało tak jak przekłuwanie pępka. I chodziłam z takim dzyndzlem na oku! Teraz wiem, że nie dodawało mi to uroku, ale to, że wyróżniałam się wśród młodzieży dodawało mi wtedy pewności siebie. Lubiłam zaskakiwać, łamać konwenanse, udowadniać sobie i innym, że jestem odważna, chodź wcale nie byłam.

Pamiętam, jak tata nie lubił, gdy chodziłam w czarnych glanach. Ja zapewniałam, że już zawsze będę w nich chodzić i że jak skończę osiemnastkę to zrobię sobie irokeza. Pokój miałam tuż obok kuchni. Moja mama i siostra prawie na pamięć znały mój punkowy repertuar. Gdy słuchałam Kazika – mama przy obiedzie podśpiewywała:”….na głowie kwietny ma wiaaaanek, w ręku zielony badyyylek! Siostra znała wszystkie utwory.

Po około dwóch latach anarchii w moim życiu:), nie licząc już Boba Marleya, czarne chmury nadciągnęły nad Marychę:) To był czas ciężkiego rocka i wszystkich odmian muzyki metalowej. I tu ukłon w stronę mojej rodziny za totalną cierpliwość i wyrozumiałość. Oprócz dźwięku szarpania gitary elektrycznej, napierniczania stopą w centralę perkusji z prędkością światła i wrzasku obdzieranego ze skóry wokalisty, moim najpiękniejszym wówczas dźwiękiem był odgłos Junaka bez tłumika – stylizowanego na Harleya;) Gdy tylko słyszałam, pędziłam do okna, a kolana niemal uginały się pode mną. Kilkanaście zlotów motocyklowych, jeansowa katana cała zawieszona znaczkami zlotowymi – to było coś. To nic, że tyłek bolał, że człowiek przemoczony do kości, gdy deszcz zaskoczył w trasie, zmęczony tym całym zlotowaniem, to nic, że po drodze zawsze komuś psuł się motor i ten żar z nieba na ten kask i ramoneskę się lał niemiłosiernie, to nic, że trzy dni na konserwie turystycznej i winie marki „Wino” lub „Patykiem pisane”, a cóż z tego, że noc nieprzespana bo szyszki pod plecami, a nad ranem ktoś gumę pali pod twoim namiotem! Jedno było pewne, że mój facet musi lubić motoryzację, mieć długie włosy i być wysoki. Dziś jest nie inaczej – mój mąż jest mechanikiem, jest wysoki, włosy ściął 15 lat temu i kocha motory, a najbardziej crossy, na nich miejsca dla mnie nie ma:( Tak nas ta młodość ukształtowała, że zostało coś do dziś z tamtych lat. Dziś jestem inna, zerwałam z przeszłością, hehe brzmi poważnie. Poszłam w innym kierunku. Tragiczne wydarzenia w moim życiu pokierowały mnie na inną drogę, drogę, której kiedyś się wstydziłam, nie uznawałam. Dziś śpiewam i gram na gitarze dla Boga i dziękuję, że pilnował mnie przez ten cały czas i nie pozwolił zbłądzić, a na koniec dał porządnego kopa i wtedy wkroczyłam na właściwy tor.

Wieczorem mąż mówi do mnie: Idź przekłuj dla Mai uszy! – Po co? – pytam, – przecież ma już przekłute. On dalej mnie wkręca: – Ale ona chce mieć dużo, wiesz całe ucho w kolczykach, co nie pozwolisz jej? Jaka matka taka córka! Ja na to krótko: – NIE!  Hehe

26 czerwca 2017 5 komentarzy
5 Facebook Twitter Google + Pinterest

Czasami mam wrażenie, że moje dzieci to kosmici, hehe, z innej planety. Każdy ma swój świat, swoje pomysły. Nieraz zadziwią, rozśmieszą, wkurzą do granic możliwości. A ja? Cóż – taki ośrodek dowodzenia i obserwacji „NASA”.  Nie nadążam zwłaszcza za najmłodszym. Mateusz zadziwia mnie na każdym kroku. Chłonę, patrzę, podziwiam. Być może dlatego, że najprawdopodobniej nie będę miała więcej dzieci, tak bardzo chcę nacieszyć się takim maluchem. Potem to już tylko na wnuki czekać.  A czas leci nieubłaganie szybko. Z roku na rok dzieci mi się „starzeją”:) Tylko my coraz to młodsi duchem:) Tak szybko zapomnieliśmy, jak byliśmy w ich wieku – 9- 13 lat i łapię się nie raz na tym, że zaczynam „zrzędzić i mówić, ja jak byłam w twoim wieku….” , ale w miarę szybko próbuję wtedy teleportować się w czasie i przypomnieć siebie, moje zachowanie, moje potrzeby. Wtedy wydawało mi się, że jestem dorosła, pamiętam, co wtedy czułam, myślałam i jak widziałam siebie jako 10 latka. I gdy już zrobię sobie w głowie taki research, staram się inaczej patrzeć na potrzeby moich dzieci, patrzeć z ich perspektywy widzenia. Nie zawsze mi się to udaje oczywiście.  I tak już od 13 lat obserwuję sobie tę ich trajektorię w tym wszechświecie i nadziwić się nie mogę.

18 czerwca 2017 1 comment
0 Facebook Twitter Google + Pinterest
O mnie
Image is not available

Nazywam się Monika Kwaterska. Mieszkam w małej miejscowości Sejny (woj. podlaskie).

Image is not available
Slider
Blog
Przegląd
kosmetyczny
Blog
Rozterki blogerki
Blog
Kosmici
previous arrow
next arrow
Slider